Marek Grenda wraca do domu. Jeszcze tylko jeden kurs. Prawie po drodze.
Pasażer ze skórzaną teczką prosi o krótki postój przy nowym bloku.
– Będę za pięć minut.
Po kilku krokach odwraca się i powtarza:
– Pięć minut.
Nie wraca.
Na tylnej kanapie zostaje teczka. Pod nią telefon.
Grenda nie jest policjantem ani detektywem. Jest taksówkarzem, który przyjechał do Łodzi ze Szczecina, żeby żyć prościej. Bez wspólników, bez klientów, bez cudzych problemów.
Potrafi jednak słuchać. I zauważa, kiedy ktoś odpowiada na inne pytanie niż to, które padło.
Mógłby uznać, że to nie jego sprawa.
Tylko że ludzie wokół tej teczki zaczynają zadawać pytania. I nie zawsze pytają o człowieka.
To krótka powieść kryminalna na jeden wieczór.
O mieście, które nie zasypia w upale.
O ludziach, którzy kłamią z bardzo zwykłych powodów.
I o tym, że czasem najważniejsze jest to, czego ktoś nie powiedział.

